Cześć,
kochani ;]
Matko,
jakie czułości z samego początku wpisu… ale się nie przyzwyczajajcie XD
Powiem
Wam, że wieczór mam parszywy. Po pierwsze dowiedziałam się, że nie mam jutro
zajęć z literatury, a teraz zajęcia z literatury mam genialne… No i to, że
czytałam jak głupia lekturę zamiast „Wiedźmina” przez cały tydzień też mnie
specjalnie pozytywnie nie nastraja. Noale. Dalej nie poszłam na siłownię, bo
chciałam pisać i wyszło jak zwykle. Tu pogadałam z nową współlokatorką, tu
poszłam sobie zrobić trzecią kolację tego wieczora, tu trzeba było nadrobić
zaległości na jednym z moich ulubionych blogów… I właśnie. Potem sobie nie dosoliłam
jajecznicy i w ogóle życie jest złe. Jak otworzę okno, to mi zimno, jak zamknę,
to gorąco. Rozpadł mi się kosz na pranie. I jak żyć?!
W
takich warunkach właśnie powstaje dzisiaj wpis, który jawi się, jako prawdziwe „pisanie
o pisaniu”, spowiedź grafomana. Zapraszam.